Gwatemala – wstęp
Dlaczego Gwatemala, pewnie nie jedna osoba się zastanawia. Pierwszym powodem jest miłość do Ameryki Centralnej, byliśmy już w Kostaryce, Panamie. Przyszedł czas na kolejny, jeszcze bardziej ‘dziki’ kraj. Przed kupieniem biletów czytałam sporo ostrzeżeń, ze jest niebezpiecznie, że gangi, szaloni kierowcy. Żeby mocno uważać itd. Jednak z drugiej strony czytałam również wiele relacji blogerów, którzy całkowicie temu przeczyli. Faktycznie na miejscu nigdy nie czułam zagrożenia, żeby ktoś mógłby mi coś zrobić. Kierowcy są trochę szaleni, ale do przeżycia. Wiadomo są dzielnice, do których lepiej się nie zapuszczać, ale do Gwatemalli przejeżdża się głownie ze względu na naturę, nie miasta.
Lot i auto
Nasza droga do Gwatemali była najdłuższą, jaką do tej pory miałam. Wylot mieliśmy z Berlina, mieszkam w Olsztynie, więc dojazd do jakieś 7 godzin do tego nocleg przed wylotem. Berlin, dlatego, że wylot był o 1000zl tańszy niż od Warszawy, a przy 4 osobach jest to spora różnica. Z Berlina polecieliśmy do Helsinek, tam tylko 50 min na przesiadkę, z Helsinek do Dallas, tam 6 godzin czekania. Z Dallas do Gwatemali, przed tym ostatnim lotem, byłam już tak zmęczona, że ciężko mi było wysiedzieć żeby nie zasnąć. Przylecieliśmy do Gwatemali około północy, wzięliśmy taksówkę i do hotelu. Na następny dzień zaplanowaliśmy wynajęcie auta. Korzystaliśmy z wypożyczalni alamo, dostaliśmy nowiusieńka toyote rav4 z pełnym ubezpieczeniem. Po 2 tygodniach jazdy powiem ze auto 4×4 jest konieczne, pełne ubezpieczenie również nam się przydało, ale o tym później. Międzynarodowe prawo jazdy nie było wymagane.

Antigua Guatemala
Z Gwatemali do Antigua de Guatemala jest około 50 km. Droga zajęła nam około półtorej godziny przez olbrzymie korki w mieście i bardzo duży ruch między tymi miastami. Przyjechaliśmy do naszego hotelu z basenem, było to dość ważne ze względu że przyjechaliśmy z bardzo zimnej Polski. Nasz hotel miał też taras z którego obserwowaliśmy wybuchający co kilka minut wulkan Fuego. Same miasto to wąskie brukowane uliczki, kolorowe fasady domów z czasów hiszpańskiej kolonii i dominujące nad horyzontem wulkany tworzą obraz, który zostaje w pamięci na długo. Warto wybrać się na spacer i po prostu się zagubić w tych uliczkach.
Najważniejsze miejsca do zobaczenia;
Co zobaczyć
• Parque Central i Katedra San José — serce miasta, doskonałe miejsce na obserwowanie życia mieszkańców i odpoczynek przy kawie.
• Ruiny klasztoru La Merced i jego żółta fasada — jeden z najbardziej fotogenicznych zabytków Antigui.
• Cerro de la Cruz — punkt widokowy z panoramą miasta i wulkanów (łatwy, krótki spacer).
• Convento de las Capuchinas i klasztor Santo Domingo — ruiny z ciekawą historią trzęsień ziemi, dziś część to muzeum i hotele-boutique.
• Lokalne targi i sklepiki z tekstyliami, ceramiką i rękodziełem — idealne na pamiątki i poznanie tradycyjnych wzorów.
My spędziliśmy w Antigua 2 dni, gdybym miała jeszcze jeden dzień wybrałabym się na trekking na jeden z wulkanów. Marzeniem było oczywiści również Fuego, ale ze względu na wiek dziećmi – 6 i 9 lat postanowiliśmy odpuścić.










Jezioro Atitlán
W tym miejscu zatrzymaliśmy się na 3 dni. W domu z bezpośrednim dostępem do jeziora i wspaniałą właścicielką – osiemdziesiąt letnią kanadyjką. Była to bardzo otwarta i sympatyczna osoba. Opowiedziała nam swoją historię jak się tu znalazła. Była min. redaktorką Kanadyjskiego Vogua ale rzuciła tą pracę żeby zamieszkać w Gwatemali, to tak w wielkim skrócie. Nad jeziorem mieliśmy pomost, z którego było widać wulkany, również Fuego. Codziennie schodziliśmy tu na wschody i zachodu słońca. Dom był w miejscowości San Marcos La Laguna, bardzo hipisowska mieścina ze studiami jogi, tutuażystami vege żywnością itd. I bardzo dużą ilości zagranicznych turystów, ale nie jest to kurort dla bogatych, raczej przystań dla back-pakersów. Jednym z ciekawszych punktów w tym mieście było Reserva Natural Cerro Tzankujil z malowniczymi widokami na wulkany i miejscem do skakania do jeziora z 12 metrów. Przemieszczanie się między miastami jest o wiele prostsze łodziami niż samochodem. Co ciekawe niezależnie czy płyniesz 10 minut czy 30 bilet kosztuje tyle samo. Podczas naszego pobytu odwiedziliśmy również San Pedro, ciekawa miejscowość z dużą ilość street art., restauracji, punktem widokowym i parkiem. Kolejnego dnia odwiedziliśmy
Panajachel, największe miasto nad jeziorem. I tak szczerze, to nic ciekawego tam nie było, sklepy, minimalny park i to wszystko. Jeden spot na zdjęcia. Nie wrócilibyśmy tutaj.
Odwiedziliśmy również punkt widokowy Kaqasiiwaan. Do punktu początkowego można dotrzeć pieszo z centrum San Juan, a koszt wejścia dla obcokrajowców wynosi 30 GTQ. Dotarcie na szczyt zajęło nam mniej niż 15 minut, a widok jest absolutnie tego wart.
Na tarasie znajduje się wiele obrazów, które dodają uroku temu miejscu. Po drodze jest też kilka miejsc gdzie można kupić cos do jedzenie i picia, z tym, że nie są to restauracje, tylko małe budki z lokalnym jedzeniem.















Semuc Champey
Drogę do Semuc rozłożyliśmy na 2 dni. I w tym miejscu chciałam napisać o jeździe samochodem po Gwatemali. Mąż mówił, że przez całe 8 godzin trasy musiał jechać jak na największym skupieniu. To ktoś nagle się zatrzymuje to nagle ryneczek na środku drogi się rozpakowuje to musisz mijać samochody na centymetry w wąskich uliczkach. I wszech obecne progi zwalniające, które ciężko przejechać nie mając samochodu z podwyższonym zawieszeniem. Tuż przed Semuc mieliśmy ciekawą przygodę, trochę się pogubiliśmy, bo nawigacja skierowała nas do zamkniętej drogi i jak chcieliśmy się cofnąć niebyło już jak… z jednej strony inne samochody z drugiej tuk tuki. I żeby przejechać jakiś pan zorganizował kilku innych i przenieśli we 3 tuk tuka abyśmy mogli przejechać. Dalej jechaliśmy na centymetry i słyszałam jak lekko przychaczyliśmy. Pojechaliśmy dalej a za nami jedzie jakiś chłopak w tuk tuku i krzyczy żebyśmy się zatrzymali i pokazuję cześć od naszego auta. Niewielki kawałek plastiku odpadł przy drzwiach. W końcu dotarliśmy do naszego hotelu Utopia. Pokoje może nie są oszamiałające, ale klimat tego miejsca jest bardzo fajny. Masz poczucie jakbyś by na końcu świata. Pracują tu wolontariusze z całego świata. W zamian za jedzenie i spanie obsługują gości. Wieczorem jest też wspólna obiadokolacja. Mają też swoje wycieczki. Min do Semuc, jaskiń czy spływy denkami.
Co do samego Semuc Champey Największą atrakcją jest oczywiście możliwość kąpieli. Woda jest krystalicznie czysta i przyjemnie chłodna – idealna na tropikalny upał. Każdy z basenów ma inny odcień turkusu, a wapienne krawędzie tworzą naturalne „jacuzzi” i małe wodospady.
Można spędzić tu godziny: pływając, skacząc do wody albo po prostu relaksując się na skałach. To jedno z tych miejsc, gdzie czas zwalnia.
Semuc Champey to nie tylko baseny. To także dzika przyroda – bujna dżungla, egzotyczne ptaki, motyle i dźwięki natury, które towarzyszą na każdym kroku. Warto również wybrać się na punkt widokowy (El Mirador) to absolutny must-see. Krótka, ale wymagająca wspinaczka przez wilgotną dżunglę wynagradza wszystko – panorama basenów wijących się pośród zieleni zapiera dech w piersiach.









Flores i Tikal
Droga z Semuc do Tikal jest to również podróż całodniowa samochodem. Wyruszyliśmy rano i dojechaliśmy tuż przed zachodem słońca. Mieliśmy bardzo fajny dom z Airbnb. Po drugiej stronie wyspy Flores, gdzie obok były stanowiska, na których pracowali archeolodzy i odkrywali pozostałości po Majach. Z naszego balkonu mogliśmy też obserwować wyjce i iguany. Nasz gospodarz Enrique również był wspaniały ciepły, zostawił nam wyposażoną kuchnię jakby to był jego dom. W lodówce i spiżarni było wszystko, co moglibyśmy sobie wymarzyć. Miał też swoją motorówkę, którą woził nas po jeziorze i był na każde zawołanie. Droga do jego domu była dosyć wymagająca. Auto bez 4×4 nie przejechałoby tamtędy. Mieliśmy na miejscu 2 dni. Pierwszy spędziliśmy eksplorując kolorową wyspę Flores. Jest to mała wyspa na jeziorze Petén Itzá, połączona z lądem wąską groblą — tak właśnie wygląda Flores, jedno z najbardziej klimatycznych miejsc w północnej Gwatemali. Choć dziś przyciąga podróżników z całego świata, jego historia sięga czasów Majów — w tym regionie znajdowało się jedno z ostatnich niezależnych miast Majów, które upadło dopiero w XVII wieku.
Wyspa jest niewielka — można ją obejść pieszo w mniej niż godzinę, — ale to właśnie w tym tkwi jej urok. Kolorowe, kolonialne domy, brukowane uliczki i brak pośpiechu tworzą atmosferę, która kontrastuje z intensywną dżunglą otaczającą jezioro. Jest tu dużo restauracji, sklepów z pamiątkami, było to chyba 2 najbardziej turystyczne miejsce w Gwatemali, po Antigua.
Flores to miejsce spokojne, ale pełne historii — idealne, żeby na chwilę zwolnić i poczuć rytm Ameryki Środkowej.
Drugi dzień przeznaczyliśmy na Tikal.
Jedzie się około 1.5 godziny. Nie pamiętam dokładnej ceny wstępu, ale była dosyć wysoka jak na Gwatemale. Dzieci były za darmo. Przed wejściem można dodatkowo wykupić przewodnika. My zdecydowaliśmy się, bo tak naprawdę bez niego było by to przechodzenie się między jakimiś piramidami, a dzięki jego wiedzy dowiedzieliśmy się sporo o historii Majów.
Tikal jest ukryte głęboko w tropikalnej dżungli północnej części kraju, stanowi jedno z najważniejszych i najlepiej zachowanych stanowisk archeologicznych cywilizacji Majów w całej Mezoameryce. Tikal było potężnym miastem już około III wieku p.n.e., a jego największy rozkwit przypada na okres między VI a IX wiekiem n.e. W tamtym czasie zamieszkiwało je nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Było to jedno z najważniejszych centrów politycznych, militarnych i religijnych Majów.
Dziś spacerując po Tikal, można podziwiać monumentalne piramidy, świątynie i place ceremonialne, które przez wieki były pochłonięte przez dżunglę. Dopiero w XIX wieku zostały ponownie odkryte przez świat zewnętrzny.
Najbardziej charakterystycznymi budowlami są wysokie, strome piramidy, które górują nad koronami drzew. Szczególnie imponująca jest Świątynia IV — najwyższa struktura w Tikal, z której rozciąga się spektakularny widok na zielony ocean dżungli. To właśnie tutaj wielu podróżników przychodzi o świcie, aby zobaczyć mgłę unoszącą się nad lasem i usłyszeć odgłosy budzącej się przyrody.
Nie mniej ważne są Świątynia I (Świątynia Wielkiego Jaguara) oraz Świątynia II, stojące naprzeciw siebie przy Wielkim Placu — sercu dawnego miasta.
Tikal to nie tylko ruiny — to także część ogromnego rezerwatu przyrody. Park narodowy otaczający stanowisko, czyli Tikal National Park, jest wpisany na listę UNESCO i stanowi dom dla wielu gatunków zwierząt.
Podczas zwiedzania można spotkać wyjce, które słychać z dużej odległości, kolorowe tukany, a nawet małpy czepiaki. Całość sprawia wrażenie, jakby historia i natura przenikały się tu na każdym kroku.













Wybrzeże Karaibskie
Z Flores do Gwatemala City było za daleko, aby przejechać samochodem w jeden dzień. Dlatego zdecydowaliśmy się na krótki odpoczynek 2 dniowy na wybrzeżu Karaibskim. Zatrzymaliśmy się niedaleko miasta Puerto Barrios. Nasz hotel był w dżungli, nad naturalnymi wodospadami. Niestety przez pogodę nie mieliśmy jak się wykąpać, było chłodno i deszczowo. Mieliśmy również przygodę z samym zameldowaniem. Ciężko było znaleźć, gdyż nazwa hotelu była inna na plakatach a inna na stronie. Jak już znaleźliśmy, okazało się, że nikogo niema. Zapukaliśmy do sąsiedniego domu. Okazało się, że Pani przygotowuje posiłki, ale nie był uprzedzona o tym, że ktoś przyjeżdża. Dzwoniła do właściciela i dopiero wtedy zaczęli szykować pokój. Trochę się zaszło, ale w końcu się udało zameldować.
Następnego dnia chcieliśmy zobaczyć plaże, przestało padać, ale było dosyć zimno na kąpiel, około 22 stopni. Pojechaliśmy na plaze Punta de Palma. Droga była dosyć wymagająca, ale znowu bez samochodu 4×4 nie pakowałabym się tam. Plaża sama w sobie ok, kila miejsc do zjedzenia, ale widziałam wiele dużo ładniejszych. Według mnie można było sobie odpuścić całe wybrzeże Karaibskie i poświęcić ten czas na inne miejsca.
Następnego dnia wróciliśmy do Gwatemala City, oddaliśmy auto i następnego dnia o 6 rano mieliśmy wylot.





Podsumowanie
Pewnie sporo osób zastanawia się gdzie w ogóle jest Gwatemala. My zdecydowaliśmy się na podróż tam ze względu na miłość do ameryki środkowej. Gwatemala nie rozczarowała, choć była najbardziej ‘egzotyczna’ ze wszystkich krajów w których byliśmy. Praktycznie nikt nie mówi po angielsku, ale dałam radę z moim hiszpańskim z duolingo. Jazda samochodem nie należy do najłatwiejszych, ale całkowicie do zrobienia, polecam tylko wykupić pełne ubezpieczenie, bo o otarcia tu bardzo łatwo. Za to natura jest niesamowita, nigdzie indziej nie widziałam takiego nagromadzenia wulkanów, przepięknych wodospadów, świetnie zachowanych ruin majów, klimatycznych kolonialnych miasteczek i tych wszystkich kolorów. Miasta może nie należą do najładniejszych, poza Antigua, i nie zapuszczałabym tam się sama w nocy, ale poza tym było całkowicie bezpiecznie. Policjanci jak tylko widzą białą twarz to tylko machają, pomagają i nie robią żadnych kłopotów.