Bułgaria, trochę mniej oczywista

Bułgaria, trochę mniej oczywista

Tyulenovo – surowe piękno bułgarskiego wybrzeża Morza Czarnego

Jadąc do Bułgarii, wiedziałam jedno na pewno nie chciałam się zatrzymać w jednym z turystycznych molochów typu Burgas czy Złote Piaski, są to zupełnie nie moje klimaty. Poszukiwałam jakiejś mniejszej miejscowości z dala od turystycznego zgiełku. I tak wybór padł na Tyulenovo, niedaleko granicy z Rumunią. Ta niewielka miejscowość położona na północnym wybrzeżu Bułgarii zachwyca dzikim krajobrazem, monumentalnymi klifami i atmosferą totalnego spokoju. Okolice Tyulenova słyną przede wszystkim z dramatycznych, wapiennych klifów, które opadają stromo do Morza Czarnego. To właśnie one są wizytówką regionu. Wąskie ścieżki prowadzą wzdłuż urwisk, oferując spektakularne widoki na bezkresną wodę, skalne łuki i naturalne groty. Przy dobrej pogodzie kolor morza zmienia się od głębokiego granatu po turkus, tworząc niemal śródziemnomorski klimat. To nie jest kierunek dla każdego. Nie znajdziesz tu klubów, promenad ani zatłoczonych plaż. Ale jeśli cenisz dziką przyrodę, surowe krajobrazy i poczucie przestrzeni, Tyulenovo i jego okolice zostaną w pamięci na długo. Kolejnym plusem był nasz hotel mały kameralny i z cudowną kuchnią Hotel Staro Vreme, zresztą nie tylko tu, ale też w okolicach kuchnia była fenomenalna, tania, pyszna i różnorodna.

Przylądek  Kaliakra 

W dalszej części dnia mieliśmy w planach zwiedzanie cypla Kaliakra – pełnego tajemnic zakątka Bułgarii. To dwukilometrowy przylądek wysunięty w Morze Czarne. Stworzony ze skał, osiągających wysokość nawet do 70 metrów. Miejsce to otoczone jest błękitnymi lagunami, znajdziemy tu skalne nisze i wiele jaskiń, przypominających pokoje. W ostatniej jaskini jest wykute w skale okno łukowe nad zawrotną przepaścią, gdzie morze hałasując, rozbija się powitalnymi falami ze skałami. Na półwyspie znajdują się miejsca ciekawe zarówno ze względu na historię, jak i przyrodę.

Z Kaliakrą wiąże się także kilka tragicznych legend. Mniej więcej kilometr przed celem podróży po prawej stronie znajduje się biały obelisk. Związany jest on z legendą dotyczącą 40 bułgarskich dziewic. Podczas najazdu Turków, dziewczyny broniąc swojej godności, wolały zginąć, skacząc ze skalistego brzegu w wody Morza Czarnego, niż zostać pojmane do haremu. Aby pamiętać o tej opowieści, postawiono pomnik, symbolizujący heroiczny czyn młodych niewiast. Wśród wielu osób panuje przekonanie, że rdzawa barwa skał w tej okolicy pochodzi od krwi bohaterskich kobiet. Kawałek dalej przy okazałym pomniku znajduje się parking, skąd pieszo ruszyłyśmy przez ruiny średniowiecznej fortecy w kierunku skrajnego punktu półwyspu. Archeolodzy stwierdzili, że już w IV w p.n.e. Znajdowała się w tym miejscu ufortyfikowana budowla. Najlepiej zachowaną częścią warowni są mury z górującą nad cyplem bramą hakową. Przy bramie hakowej znajdziemy też strome kamienne schodki prowadzące w dół klifu. Wiodą one do bajkowo położonej jaskini, w której utworzono restaurację. Z przylegającego do niej tarasu również rozciąga się niesamowity widok. Skały z wapieni i piaskowców ciągną się aż po horyzont, a ich czerwonawy odcień stopniowo przechodzi w biały. Przyroda w najbliższej okolicy również zaskakuje. Na terenie występuje 400 gatunków roślin i 310 gatunków zwierząt. Z klifów możemy zauważyć delfiny pływające w morzu, kormorany i wiele innych ptaków. Przylądek Kaliakra oznacza “cudowny przylądek”.

Ogród Botaniczny Uniwersytetu Sofijskiego w Bałcziku

Kolejnego dnia, jako że nie bardzo umiemy usiedzieć w miejscu wybraliśmy się do Ogrodu botanicznego w Bałcziku, rozciąga się on tarasowo na zboczu schodzącym w kierunku morza. Już od pierwszych kroków uwagę przyciąga różnorodność roślin — od bujnych krzewów i kwitnących rabat po egzotyczne gatunki sprowadzone z różnych stron świata. Szczególne wrażenie robi kolekcja kaktusów i sukulentów, jedna z największych w Europie, która nadaje miejscu niemal pustynny charakter. Ogród botaniczny jest integralną częścią dawnej letniej rezydencji królowej Marii Rumunii, znanej, jako Pałac w Bałcziku. Przechadzając się wśród zieleni, można natknąć się na kamienne tarasy, fontanny i pergole, które przypominają o romantycznej wizji monarchini zakochanej w tym miejscu. Subtelne elementy architektoniczne doskonale współgrają z krajobrazem i potęgują wrażenie elegancji. Jednym z największych atutów ogrodu są widoki na Morze Czarne. Z wielu punktów rozciąga się panorama na błękitną taflę wody, kontrastującą z zielenią roślin i jasnymi murami budynków. To idealne miejsce, by zwolnić tempo, usiąść na ławce i po prostu chłonąć atmosferę.

Bansko – bułgarska perełka u stóp Pirinu

Bansko to miejscowość, która jeszcze kilkanaście lat temu była spokojną górską wioską, a dziś uchodzi za jeden z najpopularniejszych kurortów w Bułgarii. Położone u stóp majestatycznych gór Pirin, wpisanych na listę UNESCO, łączy w sobie wszystko to, czego szuka podróżnik: spektakularną przyrodę, bogatą kulturę, świetną kuchnię i doskonałe warunki do aktywnego wypoczynku – o każdej porze. Tutejsze góry mocno przypominały mi nasze tatry.

Jednym z największych atutów Bansko jest jego historyczna część. Spacerując brukowanymi uliczkami Starego Miasta, można poczuć klimat dawnych czasów. Kamienne domy kupieckie, cerkwie i niewielkie muzea opowiadają historię regionu oraz bułgarskiego odrodzenia narodowego. Warto zajrzeć do domu Neofita Rilskiego – jednego z najważniejszych bułgarskich działaczy oświatowych. Tutejsza kuchnia jest również bardzo dobra tradycyjne mehana (regionalne tawerny) serwują sycące dania kuchni bułgarskiej: kapamę (mięsno-kapuściane danie duszone przez wiele godzin), czomlek czy aromatyczne kiełbasy. Do tego domowe wino lub rakija.

Szlak do jezior Banderiskich

Wyruszyliśmy z samego rana, co było dobrą decyzją, bo miejsca parkingowe szybką się kończą i im później jesteśmy na miejscu tym dalej parkujemy i musimy podjeżdżać autobusem. Przy samym schronisku znajduje się zaledwie kilka miejsc parkingowych. Z Banska, pniemy się ostro pod górę drogą – przez kilkanaście kilometrów ciągłe serpentyny, ale szosa jest niezłej, jakości. Dojeżdżamy do schroniska Wichren na 1950 metrów. Pogoda niestety nie jest najlepsza, wiszą nad nami czarne chmury, z których w każdej chwili może padać deszcz. Podejście jest momentami strome, a kamienista ścieżka prowadzi przez gęsty las sosny bośniackiej. W powietrzu unosi się zapach żywicy, a jedynym dźwiękiem jest szum potoku i własny oddech.
Im wyżej, tym krajobraz staje się bardziej surowy. Drzewa ustępują miejsca kosodrzewinie, a potem już tylko skały, trawy i ogromna przestrzeń. Pierwsze jezioro pojawia się nagle – spokojne, ciemne, niemal idealnie wtopione w otoczenie. Tafla wody odbija strome zbocza i niebo, tworząc obraz, przy którym chce się po prostu usiąść i milczeć.
Jeziora Banderishki to nie jedno miejsce, lecz cały zespół polodowcowych zbiorników, rozrzuconych na różnych wysokościach. Każde z nich ma inny charakter – jedno jest dzikie i chłodne, inne łagodniejsze, otoczone trawami. Pogoda w dalszym ciągu jest nie pewna, w związku z tym postanawiamy zawrócić. Trochę szkoda no, ale może kiedyś jeszcze tu zawitamy.

Jezioro Bezbog

Kolejnego dnia wybraliśmy się do Jeziora Bezdog. Aby tam dotrzeć należy dojechać do Gotse Delchev stamtąd należy wsiąść do kolejki, która pamięta chyba jeszcze czasy komunizmu. Po półgodzinnej jeździe z przystankiem w środku kolejki znajdujemy się tuż przy schronisku, a tuż za nim znajduje się jezioro Bezdog,  leży spokojnie na wysokości ponad 2200 metrów, otoczone łagodnymi zboczami i surowymi szczytami. Tafla wody jest jasna, niemal mlecznoniebieska, a odbijające się w niej chmury sprawiają wrażenie, jakby jezioro było częścią nieba. Usiadłam na brzegu i przez dłuższą chwilę nie robiłem nic – tylko patrzyłem. Postanowiliśmy się wybrać na dalszy trekking aż do jeziora Upper Gazey Lake. Szlak zaczyna się tuż za jeziorem, podejście do przełęczy jest miejscami strome i męczące, ale widoki wszystko to wynagradzają, właśnie stad rozpościera się przepiękny widok na jezioro Bezdog. Za przełęczą szlak stawał się surowy. Trawiaste zbocza szybko ustąpiły miejsca kamienistemu podłożu, Góry zamknęły się wokół mnie w postaci stromych ścian i ostrych grani, a krajobraz nabrał niemal alpejskiego charakter. I tu jednak znowu pogoda pokrzyżowała nam plany, czarne chmury zmusiły nas do odwrotu.

Korzystanie z tej witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Zmiany warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do plików cookies można dokonać w każdej chwili w ustawieniach przeglądarki.
Więcej informacji na temat cookies.